zawiani.pl
Włoskie „la dolce vita” — rejs po Zatoce Neapolitańskiej

Włoskie „la dolce vita” — rejs po Zatoce Neapolitańskiej

Agata Trąbka Agata Trąbka

31 marca 2026

Jest koniec kwietnia 2025 r., rozpoczyna się majówka, ulubiony długi weekend Polaków. Gdy w kraju aura bywa nieprzewidywalna, włoskie wybrzeże wita pełnym słońcem i przyjemnymi 24 stopniami. To właśnie tam, a konkretnie w Neapolu, mieście które zachwyca historią, energią mieszkańców i kuchnią, rozpoczynamy naszą tygodniową żeglarską przygodę.

Trasa rejsu

Nie sposób odwiedzić Neapolu i nie spróbować jego kulinarnej dumy: pizzy neapolitańskiej. Od klasycznej margherity, przez chrupiącą pizza fritta, aż po składane w „portfel” pizza al portafoglio — każdy znajdzie tu swój ulubiony smak. Na słodkie śniadanie idealnie sprawdza się zaś sfogliatella riccia, czyli pachnące ricottą i kandyzowaną skórką pomarańczy tradycyjne ciastko pochodzące właśnie stąd, charakteryzujące się warstwami kruchego ciasta przypominającymi muszle. Tych przysmaków najlepiej szukać zaś w dzielnicach Quartieri Spagnoli lub San Ferdinando.

Kiedy zaspokoiliśmy już poranny apetyt, spacerem udaliśmy się do eleganckiej Galerii Umberto I. To pasaż pełen światła, marmurów i sklepionych arkad, tworzących jedno z najbardziej reprezentacyjnych miejsc w centrum Neapolu. Warto przyjść tu na spokojny spacer, filiżankę espresso lub podziwianie neapolitańskiej codzienności w wyjątkowo stylowej oprawie.

Szukamy autorek i autorów relacji z rejsów!

Chcesz dołączyć do naszej redakcji? Przeczytaj jak aplikować.

Krótki spacer po mieście chciałoby się przedłużyć. Jednak pobyt w Neapolu to dla nas tylko przystanek przed dalszą, morską wyprawą.

Salerno, Marina d’Arecchi — nasza baza i początek przygody

Wyprawę rozpoczynamy w oddalonym od Neapolu o blisko 65 km Salerno, dokładniej w Marina d'Arecchi. W pobliżu owego portu znajduje się stadion, stacja kolejowa oraz nowe osiedla apartamentów, z których rozpościera się piękny widok na zatokę. Czekając na odbiór jachtu, zatrzymujemy się na chwilę w przystani, by poczuć jej wyjątkowy klimat. Przy nabrzeżu działa kilka kameralnych lokali gastronomicznych, w których można zasiąść na spokojne aperitivo i obserwację portowego życia. Po popołudniowej sjeście te same miejsca zamieniają się w scenerię idealną na pyszną, niespieszną kolację czyli taką, jakiej oczekuje się przed rozpoczęciem podróży.

Nasz Rejs odbywamy na jachcie Beneteau Oceanis 46.2 „Electra”. To jacht żaglowy o długości 14,60 m (48 stóp), szerokości 4,6 m, zbudowany w 2020 roku i dostępny do czarteru w Marina d'Arecchi od firmy Master Ocean. Ten właśnie piękny jacht będzie dobrze służył naszej grupie przez najbliższy tydzień. Gdy jacht jest już gotowy do przejęcia, nadchodzi czas ostatnich przygotowań.

Pierwszego wspólnego wieczoru sprawdzamy jeszcze prognozę pogody, analizujemy warunki na akwenie i planujemy ostateczną trasę na kolejne dni, budując w głowie obraz nadchodzącej przygody. Ze względu na prognozowany słaby wiatr rezygnujemy z planów odwiedzenia Ventotene — ta położona 20 mil na zachód od zatoki wyspa w takich warunkach okazuje się leżeć poza naszym zasięgiem. Ostatecznie zatwierdzamy następujący harmonogram naszego rejsu: 27.04 — Positano, 28.04 — Capri i zachód słońca na Procidzie, 29.04 — Ischia, 30.04 — Sorrento, 01.05 — Amalfi, 02.05 — powrót do Salerno.

Positano — miasteczko, które wspina się po skałach

Zgodnie z naszym planem pierwszego dnia wyruszamy w stronę Positano. Warunki nie sprzyjają jednak żeglowaniu — wiatr nie przekracza 8 węzłów (15 km/h). Cieszy słońce i temperatura: 22–25 stopni Celsjusza. Płyniemy! Jednak zanim docieramy do miasteczka, robimy krótki postój. Spragnieni morskiej kąpieli i promieni słonecznych, rzucamy kotwicę w okolicy Grotta dello Smeraldo. Miejsce to jest wyjątkowe ze względu na szmaragdowy odcień wody oraz powstałe w niej stalaktyty i stalagmity.

Omawiana grota przez długi czas stanowiła turystyczną i historyczną tajemnicę. Prawdopodobnie w dawnych czasach wejście do niej znajdowało się ponad poziomem morza, o czym świadczyć mogą pojawiające się w dawnych źródłach wzmianki o „tajemniczej pieczarze”. Z biegiem lat poziom wody się podniósł, a samo wejście do niej, wraz z częścią jaskini, znalazło się pod wodą. Grota została następnie zapomniana na wiele lat i dopiero w 1932 roku przypadkiem odkrył ją pewien włoski rybak. Część z nas wybiera się na dinghy (pontonie) na jej zwiedzanie. W cenie 10 EUR mamy zapewnioną 20-minutową wycieczkę. Wewnątrz groty pływamy na małej łodzi z pilotem, który za wszelką cenę przekonuje o widocznych pod wodą niesamowitych konstrukcjach skalnych. Czy warto? Według mnie widok samego wgłębienia skalnego jest przyjemniejszy od opowieści przytaczanych przez przewodnika, ale sprawdźcie to sami.

Po zwiedzeniu groty i postoju dopływamy do Positano. Cumowanie w Spiaggia di Positano Marina Grande należy do ciekawych doświadczeń ze względu na spektakularny widok na kaskadową zabudowę miasteczka. Pastelowe budynki układają się na stromym zboczu niczym schody, niemalże sięgając nieba. Trudno nam uwierzyć, że w tak wymagającym terenie powstało jedno z najpiękniejszych miejsc we Włoszech. Planując postój w Positano, kwadrans przed przypłynięciem dzwonimy do obsługi mariny. Dodajmy, że jachty cumuje się tutaj do bojek, za które w sezonie zapłacimy 130 EUR. W cenę wliczony jest transport taksówką wodną na ląd i z powrotem.

W Positano schodzimy na ląd. Pierwszym punktem, który odwiedzamy jest XVIII-wieczna Katedra Santa Maria Assunta. Wewnątrz świątyni widzimy wiele tablic dziękczynnych ufundowanych przez marynarzy, którzy szczęśliwie wrócili do domu. W kościele znajduje się również ciekawa, bizantyjska ikona Czarnej Madonny, z którą wiąże się legenda powstania miasta. Otóż w 1200 r. p.n.e. rzekomo obraz ten ukradli piraci. Opowieść głosi, że musieli oni dobić do lądu, aby schronić się przed burzą i szalejącym sztormem. Wtedy usłyszeć mieli oni głos mówiący pose, pose, czyli „zostaw”. Wystraszeni morscy rozbójnicy porzucili skradzione skarby. I tak, od słowa pose, powstała właśnie nazwa wioski rybackiej — Positano.

Spacerując wybrzeżem miasteczka, natkniemy się na strażnicę Torre della Sponda, która według powszechnego przekonania miała bronić wioski przed napadami Saracenów. Historycy są jednak zdania, że wartownia powstała dopiero w XVI wieku, w czasach panowania Pedra Álvareza de Toledo. Ów hiszpański władca stawiał je wzdłuż całego wybrzeża amalfitańskiego, aby broniły lądu. Co ciekawe, w pobliżu jednej z takich wież, w rezerwacie Punta Campanella, znajduje się grota Grotta dell'Incanto, w której organizowana jest jedna z największych dyskotek w Positano — „Music on the Rocks”.

Okolice Positano to również świetne miejsce dla miłośników pieszych wycieczek. Fani trekkingu mogą tu wybrać się na Szlak Bogów (Sentiero degli Dei) — to ośmiokilometrowa trasa składająca się z ogromnej liczby schodów, momentami bardzo stromych. Przejście nią wymaga sporego wysiłku, ale widoki wynagradzają każdy krok. Na szlak, zwłaszcza w sezonie letnim, polecam zabrać ze sobą zapas wody i filtr przeciwsłoneczny.

Chcąc poczuć klimat samego Positano, warto udać się na spacer przez miasteczko i usiąść na aperitivo. Polecam wstąpić do Eden Sky Bar, miejsca łączącego w sobie piękny widok i ciekawe menu. Ceny oscylują tu wokół 20 EUR za drinka, za drugie danie trzeba zapłacić mniej więcej 30 EUR. Na deser koniecznie udajcie się do Yummy — Gelato&Pastry, gdzie spróbować można cytrynowego sorbetu podawanego w cytrynie — 10 EUR za porcję lodów brzmi przerażająco, jednak zdecydowanie warto!

Magiczne Capri — luksus, klify i lazurowe wody

Wieczór w Positano upływa nam na grze w kalambury. I choć świetnie się bawimy, to wiemy, że rano czeka nas wczesna pobudka, by dopłynąć do Capri o jak najwcześniejszej porze. Dlaczego tak wcześnie? Ze względu na ograniczoną liczbę dostępnych bojek i ogromną różnicę w cenach portów. Na wyspie mamy bowiem do wyboru Marinę Grande, w której cumowanie jachtem o długości powyżej 12 m to koszt przekraczający 500 EUR za noc, bez wliczonej wody i elektryczności. Alternatywą jest Marina Piccola, gdzie mamy do dyspozycji jedynie boje, ale zapłacimy o wiele mniej — jedynie 80 EUR. Szybka matematyka przekonała nas do wcześniejszego zakończenia wieczoru i pobudki o świcie. Z Positano wypływamy o 5 nad ranem, a śniadanie jemy podczas płynięcia na silniku. W drodze na Capri wiatr wieje z prędkością 9 węzłów i towarzyszy nam tak zwana „martwa fala”. To zjawisko może występować przy bezwietrznej pogodzie, stanowiąc zagrożenie dla żeglugi (duże przechyły) oraz przyczynę choroby morskiej. Na szczęście omijają nas cierpienia związane z zaburzeniami błędnikowymi i na Capri dopływamy ok. 7:30 rano, bez problemu zatrzymując się w porcie.

Cumowanie w Marina Piccola to wyjątkowe doświadczenie — zatoka otoczona jest wysokimi klifami, a widok na Faraglioni to znak rozpoznawczy wyspy. Bojki w sezonie kosztują tu zwykle 120–150 EUR za dobę, ze względu na duże obłożenie zalecam wcześniejszą rezerwację miejsca.

W Marina Piccola znajdziemy skalistą plażę, gdzie niegdyś znajdował się rzymski port. Tutejsza Skała Syren to najpopularniejsza atrakcja turystyczna okolicy i jest symbolem najczęściej przedstawianym na pamiątkowych magnesach oferowanych w miejscowych sklepikach. Z tą formacją skalną również wiąże się ciekawa legenda, według której właśnie w tym miejscu Odyseusz był kuszony syrenim śpiewem.

Na znajdującym się nieopodal portu przystanku można wsiąść w autobus, który w mniej więcej 10 minut wwozi turystów na górę, do centrum Capri. Tam czekają na Nas:

  • słynna lodziarnia Chiosco Tizzano di Natalia e Antonio Tizzano, serwująca sorbety cytrynowe i lody pistacjowe;

  • mały park z widokiem na morze — idealny na chwilę odpoczynku;

  • butiki i perfumerie, w których powstają lokalne zapachy inspirowane cytrusami i morską bryzą;

  • kolejka linowa z Marina Grande do centrum — widok towarzyszący podróży to jedna z najbardziej malowniczych atrakcji wyspy.

Początki wyciągu sięgają lat 50. XX wieku. Kolejką wjeżdżamy na wznoszący się na wysokość 590 m n.p.m. klif Monte Solaro, górujący pomiędzy miastami Capri i Anacapri. Początkowa stacja znajduje się właśnie w tym drugim miasteczku. Ze szczytu roztacza się przepiękny widok na całą wyspę, Sorrento i słynne Faraglioni — charakterystyczną formację skalną.

Po powrocie do centrum Anacapri wsiadamy do kolejnego autobusu, by dostać się do Błękitnej Groty. Wejście do niej kosztuje 18 EUR, a w sezonie musimy liczyć się z dużymi kolejkami. Woda w jaskini morskiej ma lazurowy kolor nadawany przez odbijające się w niej promienie słoneczne. Z doświadczenia dodam, że by ominąć tłumy turystów, najlepiej wybrać się tam wczesnym rankiem lub późnym popołudniem.

Spokojniejszym miejscem, które również jest godne polecenia, są Ogrody Augusta. Jest to park położony zaledwie kilka minut spacerem od Piazza Umberto I, a wstęp kosztuje 2,50 EUR. Znajdziemy tu malownicze, kwieciste tarasy, utworzone na początku XX wieku. Oferują bujną śródziemnomorską roślinność i spektakularne widoki na skały Faraglioni i zatokę.

W pobliżu ogrodów znajduje się zabytkowy, najstarszy na Capri, dawny Klasztor Kartuzów (Certosa di San Giacomo) zbudowany w 1371 roku. Opactwo stanowi doskonały przykład architektury renesansowej z charakterystycznymi krużgankami. Chcąc zwiedzić obydwa miejsca można kupić bilet łączony — koszt to 5 EUR. Obecnie na terenie monastyru mieści się muzeum malarza Karla Wilhelma Diefenbacha, biblioteka oraz szkoła.

Po aktywnym zwiedzaniu dobrym pomysłem będzie skosztowanie sorbetu cytrynowego lub granita di limone w lodziarni Chiosco Tizzano di Natalia e Antonio Tizzano, a na lokalną pizzę warto wybrać się do Ristorante Pizzeria Verginiello. Ceny są tu bardzo przystępne w porównaniu do pozostałych miejsc na Capri. Włoski wypiek zjecie tu w cenie od 12 EUR, natomiast główne dania to koszt mniej więcej 25 EUR.

Capri to miejsce, gdzie luksus miesza się z tradycją, a każdy zakątek pachnie cytrynami i słońcem. Kiedyś wyspa ta była letnią rezydencją rzymskich cesarzy, co nadało jej status miejsca elitarnego. W latach 50. i 60. XX wieku stała się centrum La Dolce Vita — beztroskiego, luksusowego życia pełnego przyjemności. Termin ten został spopularyzowany przez film Federica Felliniego z 1960 roku. Ów film, z Marcellem Mastroiannim w roli dziennikarza, ukazuje dekadencki Rzym, łącząc hedonizm z refleksją nad pustką i samotnością. Na wyspie gościły ikony tej kultury… Jackie Kennedy czy Grace Kelly. Dziś symbolem luksusu są ekskluzywne butiki przy via Camerelle i jachty cumujące w Marina Grande.

Pastelowa Procida — wyspa, która zachwyca prostotą

Po kilkugodzinnym zwiedzaniu Capri wyruszamy na Procidę. Pogoda jest wyśmienita, jednak wiatr oscyluje w granicach 5 węzłów. Napędzani silnikiem i ciepłymi promieniami słońca, na malowniczą wyspę dopływamy po 3 godzinach nieśpiesznej żeglugi. Po rzuceniu kotwicy (większość dostępnych muringów była zarezerwowana dla lokalnych łodzi), desantujemy się pontonem na ląd i szybkim spacerem zmierzamy w okolice Terra Murata, by obejrzeć spektakularny zachód słońca. To największa atrakcja nad Marina Corricella – pastelowe domy odbijają tu światło tak, że cała zatoka wygląda jak żywy obraz. To jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc w całych Włoszech. Po tym, jak słońce chowa się za horyzontem i spada temperatura, przechodzimy uliczkami miasteczka w poszukiwaniu miejsca na wspólną kolację. Na wieczorny posiłek warto wybrać jedną z lokalnych restauracji serwujących świeże owoce morza, spaghetti al limone czy też lokalne wino z winorośli rosnących na wulkanicznej glebie. Dobrym i sprawdzonym wyborem w miasteczku będą restauracje Il Pescatore lub Albatros.

Procida, najmniejsza z wysp Zatoki Neapolitańskiej, zachwyca spokojem, autentycznością i pastelowymi domami. To idealny przystanek dla żeglarzy, którzy chcą odpocząć od tłumów. Postój w Marina Corricella jest darmowy. Sama Procida to wolna od ruchu kołowego wioska rybacka, do której można dotrzeć malowniczymi schodami (gradinatas). Można tam spacerować po porcie, podziwiać kolorowe domy i zwiedzać zaułki.

Wieczór spędzamy na kolacji w restauracji Albatros. Następnego dnia nie musimy wypływać z samego rana, więc rozmowy i integracja załogi trwają do późnych godzin nocnych. Naszym kolejnym celem będzie Ischia, gdzie oprócz zwiedzania planujemy relaksować się w tamtejszych osławionych termach.

Ischia — zielona wyspa źródeł termalnych

Z Marina Corricella wypływamy bez niespodzianek. Podczas planowania trasy nie wiedzieliśmy, że port na Ischii będzie w przebudowie, więc szukamy miejsca do cumowania kilka dni przed rejsem. Według mapy, obok Zamku Aragońskiego znajduje się kotwicowisko dostępne dla jachtów. Wprowadzamy więc współrzędne do plotera i o 9:00 oddajemy cumy.

Isola Verde — tak na Ischię mówią Włosi — zielona wyspa, co w pełni oddaje jej uroczy i niepowtarzalny klimat. Swoją popularność zawdzięcza gorącym źródłom, których leczniczy charakter znany był już w starożytności. Grecy i Rzymianie budowali na niej uzdrowiska mające służyć rannym i chorym, przede wszystkim żołnierzom. Po upadku rzymskiego imperium zapomniano o nich na długi czas. Odkryto je na nowo dopiero w epoce renesansu. Wiek XIX przyniósł tej wyspie ogromną popularność i od tego czasu przypływają tutaj rzesze turystów z całego świata.

Na wyspę docieramy po godzinie 10:00. Kotwicowisko, które wybieramy, znajduje się tuż przy Ponte Aragonese. Na wzgórzu, przy moście, znajduje się piękna średniowieczna forteca zbudowana w 1441 r. przez Alfonsa V Aragońskiego. Oferuje ona odwiedzającym panoramiczne widoki, ogrody, kościoły i muzeum tortur. Muzeum otwarte jest codziennie, koszt biletu to 13 EUR, na zwiedzanie warto zarezerwować sobie 2 godziny. Obecnie forteca ta stanowi ważne centrum kulturalne i turystyczne wyspy, gdzie organizowane są przeróżne wystawy i koncerty.

Ischię najlepiej zwiedzać na skuterach, tak by móc podziwiać przepiękne nadmorskie widoki. Koszt wynajęcia jednośladu to min. 40 EUR za dzień. Alternatywą są taksówki, których cena rozpoczyna się od 20 EUR za przejazd.

Z racji swojego wulkanicznego pochodzenia wyspa jest jednym z najważniejszych ośrodków balneologicznych w Europie, czyli specjalistycznych placówek uzdrowiskowych wykorzystujących naturalne zasoby. Oferuje zarówno luksusowe parki termalne, jak i dzikie, darmowe gorące źródła. Podczas zwiedzania warto zarezerwować sobie czas na skorzystanie z term, w tym z tych w Ogrodach Posejdona. Termy Posejdona znajdują się w zachodniej części wyspy, a dojazd taksówką z mariny zajmuje 30–40 minut. Wejście dzienne dla osoby dorosłej to koszt 42 EUR. Gorące źródła są otwarte w godzinach 9–19. Do dyspozycji mamy baseny o różnych temperaturach, groty parowe, prywatną plażę, strefy relaksu, ogrody i kilka stref gastronomicznych.

Po ekscytującym i wyczerpującym dniu testujemy kolejną restaurację, znajdującą się nieopodal term — La Locanda di Vito, w której próbujemy lokalnego calzone, czyli wytrawnego pieroga drożdżowego z serowym nadzieniem (najczęściej z ricottą) i makaronu z ziemniakami (pasta con patate). Ceny poszczególnych dań wynoszą 10 EUR za pizzę i 20 EUR za makaron z owocami morza i są naprawdę przystępne, biorąc pod uwagę wielkość porcji. Po kolacji taksówka zabiera nas z powrotem na jacht, gdzie załoga organizuje koncert szant.

Magiczne Sorrento — między klifami a śródziemnomorskim urokiem

Obudzeni ciepłymi promieniami słońca, po leniwym śniadaniu na jachcie, wyruszamy w dalszą drogę. Podnosimy kotwicę i obieramy kurs na Sorrento. Tym razem wiatr osiąga „zawrotną” prędkość 7 węzłów (w porywach!), więc kontynuujemy naszą podróż na silniku aż do samego miasteczka.

Sorrento to jedno z najbardziej eleganckich miast wybrzeża. Położone jest na 50-metrowym klifie, nad samą Zatoką Neapolitańską. Marina Piccola oferuje dobre zaplecze dla żeglarzy, a ceny postoju są umiarkowane jak na region. W sezonie płacimy 150 EUR za jacht jednokadłubowy. W mieście czekają: restauracje serwujące gnocchi alla sorrentina, sklepy z limoncello oraz wąskie uliczki pełne warsztatów rzemieślniczych. Jeśli macie ochotę wypróbować słynny, regionalny likier cytrynowy bądź chcecie kupić drobne upominki dla bliskich, dobrym miejscem na poszukiwanie lokalnych przysmaków będzie Limonoro — sklep marki specjalizującej się w produktach cytrynowych — można tam skosztować wypieków, czekoladek oraz trunków.

Ciekawym miejscem wartym odwiedzenia jest również Grand Hotel Excelsior Vittoria — nawet jeśli nie zatrzymujemy się tam na noc, sam widok z tarasu na Zatokę Neapolitańską jest godny polecenia. To jedno z najbardziej ikonicznych miejsc w Sorrento. Aby dostać się na piękny dziedziniec hotelu, musimy przejść przez główną bramę wejściową. Polecam Wam wykorzystać spokojny poranek właśnie na delektowanie się espresso i pięknym widokiem na Wezuwiusz.

Wybierając restaurację, zwróćcie uwagę na O'Parrucchiano La Favorita. Poza gościnną atmosferą i doskonałą kuchnią to miejsce ma do zaoferowania klientom również malowniczy ogród, gdzie można pospacerować wśród bujnej roślinności i charakterystycznych dla wybrzeża drzew cytrynowych. Jak czytamy na stronie restauracji, jest to miejsce o długich tradycjach, założone w 1868 roku przez Antonina Ercolana — seminarzystę, który sztuki kulinarnej uczył się w kuchni miejscowego pałacu arcybiskupiego.

Amalfi — cytrynowe gaje, katedra i nadmorski klimat

W Sorrento zostajemy do późna, ale nadchodzi czas powrotu do mariny w Salerno i odpoczynek przed kolejnym etapem rejsu. Nasza przygoda powoli zbliża się do finału. Zanim pożegnamy się z jachtem i Zatoką Neapolitańską, odwiedzamy jeszcze najsławniejsze na tym wybrzeżu miasteczko — Amalfi. Płynąc spokojnie na silniku (niestety to kolejny bezwietrzny dzień), podziwiamy piękne widoki wybrzeża amalfitańskiego i zażywamy włoskiego dolce far niente, czyli sztuki robienia niczego. Podczas żeglugi nasza wachta kambuzowa podaje klasyczny dla tego regionu makaron z sosem cytrynowym, którego smak będę wspominać jeszcze długo po powrocie do domu.

Do miasteczka portowego na wyspie Amalfi wpływamy w południe. Marina Coppola jest świetnie zorganizowana. Ceny w sezonie są tu wysokie, ale mimo wszystko jest to najbardziej pożądane miejsce do cumowania. Opłata za postój wraz z dostępem do prądu i wody wynosi zazwyczaj 90–150 EUR, w zależności od wielkości jednostki. Z kapitanatem portu kontaktujemy się przez radio na kanale 72. Podczas wejścia wita nas Giulio, niezwykle uprzejmy pracownik mariny, który przejmuje stery i wraz ze swoim kolegą zręcznie cumuje jacht. Dodajmy, że keja w Marinie Coppola znajduje się bardzo blisko skalistego brzegu, precyzja manewrów jest tu kluczowa, więc ze względów bezpieczeństwa obsługa woli sama wprowadzać jachty.

Najważniejsze atrakcje, które warto zobaczyć będąc na miejscu, to: Katedra św. Andrzeja — majestatyczna, z imponującymi schodami prowadzącymi na główny plac, oraz Piazza del Duomo — plac pełny kawiarni, sklepików i restauracji serwujących dania z cytrynami z Amalfi. Z Marina Coppola dojdziemy tutaj w kwadrans.

Najciekawszą atrakcją okolicy jest spacer po gaju cytrynowym. Jest to wycieczka pozwalająca poznać historię słynnych sfusato amalfitano, czyli wyjątkowej, chronionej (IGP — Indicazione Geografica Protetta, Chronione Oznaczenie Geograficzne) odmiany cytryny z wybrzeża amalfitańskiego, charakteryzującej się dużym, podłużnym kształtem, grubą aromatyczną skórką i słodkawym, mało kwaśnym miąższem. Tak zwany classic lemon tour trwa 2 godziny. W cenie 30 EUR możemy skosztować ciasta cytrynowego i świeżej lemoniady. W programie jest też zwiedzanie Muzeum Sztuki i Rzemiosła oraz fabryki, gdzie możemy zobaczyć jak wytwarzane jest limoncello i spróbować lokalnych specjałów. W firmowym sklepie kupicie wytwarzane w niej produkty i świeże cytryny.

Ostatniego poranka budzimy się usatysfakcjonowani — zrealizowaliśmy niemal cały plan naszej wyjątkowej przygody. Jednocześnie towarzyszy nam melancholia, bo powoli nadchodzi moment powrotu do Polski. Chcąc wykorzystać każdą chwilę, zatrzymujemy się jeszcze na trasie i wskakujemy do wody na krótką, pożegnalną kąpiel. Temperatura wody przypomina nam Bałtyk w środku lata, więc orzeźwienie jest gwarantowane. Po kąpieli pozostaje już tylko powrót do Mariny d’Arecchi i zakończenie naszego rejsu.

Rejs po Zatoce Neapolitańskiej to doświadczenie, które trudno porównać z czymkolwiek innym. To połączenie żeglarskiej wolności, włoskiej gościnności, zapachu cytryn unoszącego się nad wybrzeżem i widoków, które zostają w pamięci na długo. To podróż, którą chce się powtórzyć — choćby po to, by jeszcze raz poczuć prawdziwe la dolce vita, tym razem odkrywając kolejne zakątki wybrzeża, nowe smaki i historie zapisane wśród fal.